Kochani! Właśnie wróciłam z uczelni, na którą złożyłam dokumenty i muszę się z Wami podzielić wspaniałą wiadomością:
zostałam studentką sinologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim! :)
Tak, wiem, że przez dwa lata intensywnie uczyłam się biologii i chemii. Wiem, że miałam iść na farmację. Wiem, że zupełnie nie uczyłam się polskiego i angielskiego i że nie miałam prawa się dostać. Ale jakimś cudem dostałam się i postanowiłam nie odrzucać prezentu danego mi od losu, więc dziś rano pobiegłam wycofać dokumenty z Akademii Medycznej i tak oto zostałam studentką KULu.
Studiowanie orientalistyki było moim marzeniem jeszcze w gimnazjum, jednak wówczas taka decyzja zmuszała mnie do wyjazdu z rodzinnego miasta, na co nie miałam ochoty. Nie byłam też pewna, czy w ogóle się tam dostanę, bo progi są niebotyczne. Zrezygnowałam więc ze swojego pomysłu i postanowiłam zdawać na kierunki medyczne... W lutym b.r. zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że w moim mieście otwierają sinologię, więc bez wahania ruszyłam z dokumentami. Bez większej nadziei, ale z myślą, że może to pierwszy rok, że może nie każdy wiedział, nie każdy złożył i że progi będą niższe... no i udało się :)
Nie wiem, czy podjęłam dobrą decyzję, ale wiem, jak bardzo chcę iść na te studia i jestem wdzięczna Bogu za to, że dał mi taką możliwość. Wiem też, że nie będzie łatwo, ale jestem pewna, że idę w coś, co pasjonuje mnie w szczególny sposób i jest nie tylko spełnieniem moich marzeń, ale z czego mogę mieć też wymierne korzyści.
Aaa, cieszę się strasznie!