poniedziałek, 27 lutego 2012

Hurricane Girl

Piosenka zdecydowanie na dzisiaj, czyli po raz kolejny moja jedyna i ukochana Alexz Johnson, o której już wspominałam, i pewnie nie raz jeszcze będę:)

Jak mówiłam, artystka jedyna w swoim rodzaju, w czym utwierdzam się po każdym przesłuchaniu jakiejkolwiek jej piosenki. I nie chodzi tu już bynajmniej o cztery oktawy głosu czy profesjonalne umiejętności, ale o klasę, jaką prezentuje w każdym swoim wykonaniu, perfekcyjna w swojej pracy... przepraszam, ale nie potrafię nawet znaleźć tych odpowiednich słów, żeby coś mądrego o niej napisać ;)

Nagrania z sesji The Orange Longue po prostu uwielbiam, mogę je oglądać po kilka, kilkanaście razy i nigdy mi się nie nudzą, zresztą - sami zobaczcie:



Piosenka pochodzi z najnowszej solowej płyty artystki "Voodoo"... niestety raczej nie można jej kupić w Polsce. Będę musiała poszukać na stronach zagranicznych sklepów, chociaż trochę z tym zamieszania, ale jestem w stu procentach pewna, że warto:)

Alexz Johnson jest moją ulubioną artystką od 12 roku życia i odegrała u mnie największą muzyczną rolę, gdyż to właśnie za jej sprawą zajęłam się muzyką, nauczyłam się grać na gitarze, zaczęłam pisać piosenki... Jej muzyka towarzyszy mi więc praktycznie od dzieciństwa i choć różnie to w moim życiu bywało, także tak, że nie słuchałam jej w ogóle przez wiele miesięcy, zawsze do niej wracam i utwierdzam się w przekonaniu, że trafiłam w odpowiednim czasie na odpowiednią osobę... kto wie, kim bym dzisiaj była, gdyby nie ona?:)

Serdecznie polecam "Voodoo"!

Klaudia:)

sobota, 25 lutego 2012

Dom o Zielonych Progach!

No i chyba nadszedł wreszcie czas, aby Wam przedstawić mój ulubiony zespół, od którego wszystko się zaczęło... :)


A zaczęło się dokładnie w dniu moich 16 urodzin, właściwie przez przypadek, kiedy moja znajoma skomentowała moje zdjęcie na portalu społecznościowym cytatem "Starodawni gór świętych mieszkańcy, imię wasze pieśniami wychwalam...". Ciekawa jego pochodzenia, po prostu wpisałam cytat w wyszukiwarkę i trafiłam na piosenkę zespołu Dom o Zielonych Progach... Jako miłośniczka klimatów hard rock i metal nigdy bym nie przypuszczała, że taka muzyka kiedykolwiek mi się spodoba. A to była jedna z tych chwil, kiedy po przesłuchaniu jednego zespołu siadasz i kasujesz wszystko z mp3 stwierdzając, że to, czego słuchałeś do tej pory było pomyłką;)

I tak od ponad dwóch lat słuchania Domu, a także wielu zespołów pokrewnych, utwierdzam się w tym przekonaniu, że to, czego wcześniej słuchałam, było pomyłką - a stale rodzi się i zwiększa zamiłowanie do piosenki turystycznej, poetyckiej, muzyki inspirowanej górami i folklorem, która jest dla mnie wielką przygodą i niewyczerpanym źródłem zachęty nie tylko do odtwarzania, ale wreszcie także do tworzenia. Piosenki wykonywane przez Dom o Zielonych Progach i inne zespoły są dla mnie wzorami pod względem tekstów, a także moim wielkim odkryciem i doświadczeniem muzycznym, a niesamowity klimat, jaki towarzyszy tylko i wyłącznie ich muzyce, pokochałam od pierwszego usłyszenia! ;)


Dom o Zielonych Progach to przede wszystkim miłość do wędrowania po Bieszczadach, twórczości Jerzego Harasymowicza, Wojtka Bellona i Kazimierza Węgrzyna, fenomenalna gra skrzypiec, radość ze wspólnego grania i występowania oraz niesamowita energia płynąca z każdego dźwięku wydanego na scenie:)

Co tu więcej mówić; zapraszam do przeniesienia się na chwilę w Bieszczady - bukową krainę gór, potoków, poezji i muzyki... czyli do przesłuchania nagrań Domu, od których u mnie się wszystko zaczęło!



Gdy słucham tych piosenek, zawsze mi się przypominają te pierwsze dni słuchania ich non-stop w pierwszym zauroczeniu... a takie chwile chyba zawsze utrwalają się w sercu najmocniej;)

Klaudia

poniedziałek, 20 lutego 2012

Ciszowa relacja:)

Jak wspominałam w kilku poprzednich notkach, wczoraj w Lublinie odbył się koncert jednego z moich najulubieńszych zespołów - kołobrzeskiej grupy Cisza Jak Ta. Koncert ten był o tyle wyjątkowy, gdyż zespół po raz pierwszy zagrał w moim mieście własny, długi koncert, na który czekałam już od dawna i nareszcie udało mi się usłyszeć Ciszę na żywo po raz drugi!


Na koncert wybrałam się sama, po pierwsze dlatego, że nikt z moich znajomych nie słucha tego rodzaju muzyki i raczej ciężko byłoby mi kogoś wyciągnąć, a poza tym towarzystwo na takim koncercie nie było mi właściwie potrzebne - w tej kwestii mam małe potrzeby, wystarczyło mi tylko krzesełko i widok na scenę:) Zespół od ponad dwóch lat należy do wąskiego grona moich ulubionych wykonawców, którzy nieustannie mnie inspirują nie tylko do tworzenia własnej muzyki, ale także (a może przede wszystkim) do pisania tekstów, w czym ciągle chciałabym być lepsza... Tak czy inaczej, wczorajszy koncert był prawdziwą muzyczno-poetycką ucztą! Cisza zagrała zarówno piosenki z najnowszej płyty, jak i te starsze, a wśród autorów tekstów pojawiły się nazwiska Bolesława Leśmiana, Wojciecha Bellona, Jonasza Kofty, Kazimierza Przerwy-Tetmajera i Agnieszki Osieckiej, o której ostatnio pisałam - wszystkie nowe utwory zabrzmiały fantastycznie na żywo. Cisza jest zespołem dobrze zgranym, zawsze dobrze przygotowanym, a do tego wspaniałe teksty nie tylko poetyckie, ale także autoskie - co tu dużo mówić, koncert był świetny!:)


O samym miejscu, Czarnej Owcy, słyszałam niepochlebne opinie, jeśli chodzi o kwestie akustyki, ale myślę, że nie było na co narzekać. Nieprawdą jest to, że nic tam nie słychać - zespół zapytał o to publiczność i poprawił nagłośnienie po pierwszej piosence, tak, że do końca koncertu nie było żadnych problemów.

Żadnych - no, może nie żadnych - należałoby tu bowiem wspomnieć o nowym czworonożnym przyjacielu Michała, który, towarzyszący zespołowi dopiero od dwóch dni i nieświadomy pewnych zasad panujących wśród społeczności ludzkiej, 'uświetnił' koncert swoimi... występami. :D Niestety nie udało mi się zrobić mu zdjęcia, a szkoda - małe, puchate, białe stworzonko hasające między stolikami to ikona tego koncertu. :)

Jedyną rzeczą, jaka mnie boli na koncertach Ciszy jest to, że zespół prawie w ogóle nie improwizuje. Jak wspomniałam wcześniej, są zawsze świetnie przygotowani, jednak czasem aż chciałoby się usłyszeć piosenki w wersjach choć trochę różniących się od oryginału. W zespole są doświadczeni muzycy więc wierzę, że byłoby ich na to stać - chciałabym kiedyś usłyszeć jakby... więcej Ciszy w Ciszy:)


Na wczorajszym koncercie przeszła mi przez myśl pewna refleksja dotycząca moich własnych muzycznych poczynań, i nie tylko. Otóż stwierdziłam, że tak naprawdę napisanie złej piosenki pod względem muzycznym jest raczej niemożliwe - chyba każdy kawałek w miarę współgrających razem dźwięków można poprawić, coś do niego dodać, zaaranżować i nawet prosta piosenka oparta na kilku akordach może być dobra, wystarczy trochę pomysłów i wiedzy na temat komponowania. Piosenka taka może wpadać w ucho, dostarczać emocji i całkiem nieźle spełniać swoją rolę... tego samego nie można jednak powiedzieć o tekstach. Wielu wykonawców często próbuje osiągnąć efekt, stawiając na aranżację, instrumenty, pomijając niemalże zupełnie kwestię słów w utworze i kończy się to wypuszczeniem w świat czegoś kompletnie tandetnego, bladego, mdłego i niewyrażającego nic, molestując tym głośniki wszystkich odbiorników radiowych w kraju... Prosta piosenka może się udać, ale nieudany tekst jest zwyczajnie katastrofą. Słabego tekstu nic nie uratuje. Tak uważam. Dobre słowa mają za to moc naprawić nawet największe muzyczne braki... Może właśnie dlatego słucham poezji śpiewanej:)

Na szczęście problem ten nie dotyczy Ciszy. Są wzorowym zespołem pod względem muzycznym, a jeśli chodzi o stronę poetycką utworów, chyba śmiało mogę stwierdzić, że pod tym względem nie mają sobie równych w muzyczno-poetyckim świecie!


I na wczorajszym koncercie po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że poezja śpiewana to moja pasja:)

Klaudia

sobota, 18 lutego 2012

Izrael, Izrael - czyli co nieco o wymianie:)

Rozmowa z Aliną:
- My winter break is over!
- Less than a month and you have another break -
but it will be more summer than winter break:D





Ponieważ już powoli zaczyna do mnie docierać, że tak, naprawdę jadę! (jeszcze niedawno żyłam sobie jakby obok tego, co się działo, niejako w nieświadomości spowodowanej pierwszym szokiem i emocjami;p) i ze względu na pojawiające się pytania, postanowiłam napisać notkę dotyczącą stricte wyjazdu. ;)

Jak głosi licznik znajdujący się po prawej stronie, za 16 dni wyjeżdżam w wymarzoną i długo wyczekiwaną podróż do Izraela. Wyjazd odbywa się w ramach wymiany szkolnej, która funkcjonuje  w moim liceum od kilku lat. Długo wyczekiwany, ponieważ na skutek czynników niezależnych ode mnie nie mogłam pojechać w poprzednich latach i jeszcze do niedawna byłam pewna, że w tym roku też nie pojadę, ale Pan Bóg nie pozostał obojętny na moje prośby i tak oto udało się!:) Wymiana trwa tydzień, w tym czasie mieszka się w domu wymianowego partnera, a co za tym idzie - nie tylko jeździ się na wycieczki i siedzi na plaży, ale przede wszystkim spędza się czas w izraelskim domu, wieczorami wychodzi na izraelskie imprezy, rozmawia się z izraelskimi znajomymi, czyli przez kilka dni żyje się prawdziwym izraelskim życiem!

Żeby nie przeciągać, przedstawiam w skrócie program wymiany - czyli miejsca które zwiedzimy i wydarzenia, w których weźmiemy udział (i to nie byle jakie!) ;)

Program wymiany:

1. Rishon Le Siyon, czyli miejscowość, w której mieszkamy, znajdująca się w sąsiedztwie Tel Avivu. W to, że przez tydzień mam mieszkać w TAKIM miejscu, chyba nadal jeszcze nie wierzę:)




2. Tel Aviv - stolica, najbardziej nowoczesne miasto i jednocześnie największy kurort Izraela. Ciekawe, czy będzie okazja zobaczyć je nocą - wygląda jak Nowy Jork albo Tokio:)



3. Jaffa - czyli najstarsza dzielnica Tel Avivu i jeden z najstarszych portów Morza Śródziemnego.


4. Jerozolima - tutaj chyba nie trzeba wiele wyjaśniać:)
 


5. Morze Martwe, czyli walka z grawitacją!


6. Masada - starożytna forteca 400m nad poziomem Morza Martwego - przy czym nie jestem w 100% pewna, czy ją zwiedzamy. A bardzo bym chciała - to niesamowite miejsce! Zachęcam do przeczytania historii Masady.

 

7. I na koniec - szczególnie wyjątkowe wydarzenie, czyli Purim - żydowski karnawał, podczas którego wszyscy przebierają się w kolorowe stroje i biorą udział w jedynej swoim rodzaju purimowej zabawie! Strasznie się cieszę, że będę w Izraelu akurat w tym czasie, chociaż póki co nie mam pojęcia, w co się ubiorę;)

 

Kwestią, o której w tym przypadku wypadałoby wspomnieć, jest cena wyjazdu, która wynosi jedynie 1600zł. Jedyne koszty, jakie ponoszę w związku z wyjazdem to samolot i autokar do Warszawy. Cena tygodnia w Izraelu, biorąc pod uwagę sam samolot i hotel bez wycieczek, to 4000zł...
Nie mam więc wątpliwości, że to będzie mój wyjazd życia i ani trochę nie obawiam się poświęcenia tygodnia czasu w klasie maturalnej - taka okazja nie zdarza się często! Mam nadzieję, że uda mi się zrobić mnóstwo świetnych zdjęć, poznać niesamowitych ludzi i wtopić się na trochę w klimat innego miasta, innego życia, innego świata - spełnić swoje marzenia!!!

A tymczasem wołają mnie cykle rozwojowe podstawczaków, skoczków, sprzężniowców i inne cuda nauk przyrodniczych, które muszę przyswoić na potrzeby matury, choć żyję już trochę w innym świecie:)

pozdrawiam,
Klaudia

sobota, 11 lutego 2012

Wyspa

' najpiękniej wiatr układa piach tam, gdzie nas nie ma... '

Miałam ambitny plan, aby napisać recenzję "Komedii Teatralnej" - niewykluczone, że to zrobię - jestem jednak na tyle zaabsorbowana wyjazdem, że zwyczajnie nie mam do tego głowy. Dobrze, że znajduję jeszcze trochę siły na biologię i naukę do matury... :)

Zostawiam Wam więc tylko kolejną piosenkę Ciszy pod tytułem "Wyspa" do słów Jonasza Kofty. A już w przyszłą niedzielę - Cisza na żywo w Lublinie! Zaopatrzona już w bilet, pozostaje tylko czekać, a doczekać się już nie mogę:)



A w kwestii Izraela... :)
Nawet nie wiem, jak mam wam opisać to, co się u mnie dzieje... na moim Facebooku pojawia się coraz więcej obco brzmiących nazwisk, a moja skrzynka zapełnia się wiadomościami z (już to wiem!) fantastycznego kraju! Będę mieszkać u Aliny, o której wspomniałam w ostatniej notce - przesympatyczna dziewczyna! - więc teraz rozmawiamy, rozmawiamy i rozmawiamy, żeby się jak najlepiej poznać przed wyjazdem, a więc nasz entuzjazm się potęguje, robimy plany, ustalamy szczegóły... :) Moje największe marzenia właśnie się spełniają, tak? I to się niby dzieje naprawdę?

Rozmawiałam dzisiaj z Aliną i tak jakoś zeszło na szkołę i studia. Wiecie, że w Izraelu po ukończeniu szkoły średniej każdy ma obowiązek pójść do wojska? Każda dziewczyna po liceum idzie na dwuletnią służbę, chłopak na trzyletnią. Raz w miesiącu mogą wyjść i odwiedzić rodzinę, przechodzą w tym czasie szkołę życia... Wszystko ze względu na zagrożenie, w jakim stale znajduje się Izrael, aby w razie ataku być przygotowanym do obrony kraju; dopiero potem mogą pójść na studia i się kształcić w wybranym kierunku. Dlatego tradycyjnie większość licealistów w Izraelu pracuje i odkłada pieniądze, aby po skończeniu służby wyjechać na szalone wakacje do Indii, Tajlandii bądź podobnego kraju.

Nie narzekajcie więc, że żyjecie w Polsce, proszę.


Klaudia

czwartek, 9 lutego 2012

Berberys - muzyka klezmerska

Z racji powolnych już przygotowań do wyjazdu, przeglądałam sobie różne strony w Internecie i trafiłam na lubelski zespół Berberys, zajmujący się głównie muzyką klezmerską charakterystyczną dla kultury żydowskiej. Zespół nie tak całkiem mi obcy, gdyż na skrzypcach gra mój nauczyciel śpiewu, a na klarnecie tata koleżanki, jednak na żywo nigdy go nie słyszałam - a szkoda:) Berberys gra koncerty w prawie każdy piątek w lubelskiej Mandragorze - jeśli ktoś z Was ma możliwość, serdecznie zapraszam - sama chętnie się kiedyś wybiorę. A tymczasem - zapraszam do przesłuchania! 


Jak się Wam podoba taki rodzaj muzyki?
Poza tym trafiłam też na odcinek programu Makłowicza o Izraelu - bardzo ciekawy, serdecznie polecam!! ~ MAKŁOWICZ W PODRÓŻY - TEL AVIV

Tak w ogóle, poznałam już 2 osoby z wymiany - Alinę i Ido, trochę sobie pogadaliśmy, strasznie sympatyczni ludzie, jakby się nie czuło odległości ani tego, że nie znamy się - a jednak rozmawialiśmy za sprawą tych tysięcy kilometrów, które nas dzielą! Coś fantastycznego, rozmawiać tak sobie z kimś z odległego zakątka świata, na dodatek z kimś, kogo za miesiąc zobaczy się na żywo... :) Mam teraz więc informacje z pierwszej ręki - dwa dni temu na przykład w Rishon było 12* (istna zima!), a niebo nad Tel Avivem miało dziwny żółty kolor...

A tymczasem, z racji kończących się już u mnie ferii, cieszę się ostatnim dniem względnego lenistwa - jutro czeka mnie cały dzień biegania po przychodniach (brrr), a w weekend to chyba już ostre przygotowania (jak sobie pomyślę, co mnie czeka w przyszłym tygodniu!...). A dziś wieczorem jeszcze zakupy, teatr i gorąca czekolada:)

Miłego dnia!:)
Klaudia

poniedziałek, 6 lutego 2012

O sprawach bieżących słów kilka

No i tak oto, z racji trwających u mnie właśnie ferii, pochłonęło mnie przygotowywanie mojej prezentacji maturalnej. Do takiego stopnia, że nie jem, nie wychodzę z pokoju przez kilka godzin, tylko siedzę i czytam. Temat: Biografia pisarza kluczem do interpretacji jego twórczości - mówię oczywiście o Halinie Poświatowskiej, mojej ulubionej poetce, której twórczość towarzyszy mi stale od jakiś ośmiu lat i nie sądzę, aby to się kiedyś miało zmienić - uwielbiam ją ponad wszelką inną poezję! W ogóle stwierdzam, że przygotowywanie przemówień strasznie mnie kręci - to układanie wszystkiego w głowie i w ogóle, lubię gadać przed ludźmi;p
Wiersze wybrałam już dawno, teraz mam już wszystko nie tylko w głowie, ale też i na papierze, pozostało tylko przejrzeć artykuły i gotowe!


Tak poza tym, prezentacja chyba zaowocuje nową piosenką - napisaną przeze mnie do słów jednego z wierszy Haliny już dosyć dawno temu, przydałoby się ją nagrać, zwłaszcza, że jestem teraz szczęśliwą posiadaczką statywu na mikrofon i nowego programu do rejestracji dźwięku... :)

Jeśli nie znacie Poświatowskiej - wstyd i hańba - ale o jej twórczości napiszę jeszcze nie raz z racji tego, że to mój numer jeden jeśli chodzi o poezję.


Patrzę na lewo i widzę: Izrael za 28 dni. Że niby już za 28 dni o 23:50 mam wsiąść do samolotu Warszawa-Tel Aviv...? Moja wymarzona i długo wyczekiwana podróż życia już, już, na wyciągnięcie ręki... Chyba jeszcze nie umiem się cieszyć. Od samego początku z każdej strony rzucano mi kłody pod nogi i choć teraz już właściwie wszystko jest na najlepszej drodze, nie umiem się nie zastanawiać - uda się, czy się nie uda? Ale, ale, bądźmy dobrej myśli:)


W ciągu najbliższych tygodni czeka mnie kilka ciekawych wydarzeń:
9.02 - "Komedia Teatralna" w lubelskim Teatrze Osterwy
19.02 - koncert Ciszy Jak Ta w Czarnej Owcy
5.03 - upragniony i, miejmy nadzieję, zrealizowany - lot do Izraela.


Klaudia

sobota, 4 lutego 2012

Alexz Johnson w OCKu

Mój powrót do korzeni, pierwsze muzyczne zauroczenie, które trwa niezmiennie od prawie siedmiu lat - Alexz Johnson, artystka, u której początki mają moje wszelkie muzyczne zainteresowania. Niesamowity głos, jakiego nie znajdzie się u nikogo innego na świecie, połączony z wielkimi umiejętnościami wokalnymi, niewiarygodny talent, jaki posiada mało kto, choć można go wmawiać wielu znanym i szanowanym muzykom. To artystka w każdym calu, która nie ma nic wspólnego z aktualnymi celebrytami, autorka własnych utworów, własnego stylu... Jej twórczości właściwie nie komentuje się, bo to poziom ponad wszelkie poziomy!




Piszę tę notkę, ponieważ chciałabym Was zaprosić do wsparcia akcji zainicjowanej na portalu Facebook przez fanów Alexz dotyczącą zorganizowania koncertu artystki w Polsce! Jeśli chciałbyś pomóc i usłyszeć Alexz na żywo w naszym kraju, wystarczy dołączyć do wydarzenia na facebooku - w końcu im nas więcej - tym lepiej:)




Zapraszam i pozdrawiam ciepło,
Klaudia

środa, 1 lutego 2012

Osiecka + koncert Ciszy!

O sytuacji, kiedy szczęście umyka nam wprost sprzed nosa - dziś kolejny świetny wiersz Osieckiej.  Czyli - podnosimy wysoko głowę i idziemy przed siebie bez choćby odrobiny smutku i żalu, kiedy dowiadujemy się, że nasze upatrzone miejsce u boku wybranka/wybranki właśnie zajął ktoś inny. A nawet uśmiechamy się do siebie wiedząc, że tę osobę czeka baaardzo ciężka przeprawa u boku ukochanego (tak, baaaardzo ciężka!). Cóż, tak też w życiu bywa... :) a Osiecka po mistrzowsku przymyka na to oko. Można? Można.


Nie mam żalu

Nie mam żalu do twojej dziewczyny
za dwa grosze, za grosik, za gram,
nie mam żalu do twojej dziewczyny,
nie mam żalu... A może i mam:

że przebiegła twoją drogę w samą porę
że ma oczy, co po nocach ci się śnią,
że to do niej pojechałeś w tamten wtorek
i że byłeś do wieczora tylko z nią.

Nie mam żalu do twojej dziewczyny,
że widzieli ją tutaj czy tam.
Ludzie plotą bez żadnej przyczyny,
nie mam żalu, a może i mam:

że wieczorem muszę czytać bardzo długo,
że nie lubię ani sobót, ani świąt,
że tymczasem ty się śmiejesz z tamtą drugą,
z tamtą drugą płyniesz z prądem i pod prąd.

Nie mam żalu do twojej dziewczyny,
w nowym życiu niech szczęści się wam,
nie mam żalu do twojej dziewczyny
nie mam żalu... a może i mam:

że stanęła pod twym oknem w takiej zorzy,
że wciąż widzisz na jej twarzy tamten blask,
że przede mną ty już serca nie otworzysz,
choć tańczyłeś kiedyś ze mną i nie raz!

Nie mam żalu do twojej dziewczyny,
że zamieszkasz w jej sercu nie sam,
że zarobisz na żarty i kpiny,
nie mam żalu... a może i mam!


I także -  p r z e w s p a n i a ł a  wiadomość z dnia wczorajszego!!! Nareszcie, upragniony i bardzo długo wyszekiwany koncert Ciszy w Lublinie - odbędzie się 19 lutego! Nie mogę się doczekać zobaczenia ich po raz kolejny i usłyszenia po raz pierwszy na żywo piosenek z nowej płyty...:)

Serdecznie zapraszam na koncerty Ciszy Jak Ta w Waszych miastach! Bilety niedrogie, a to prawdziwa uczta dla ucha i ducha:)




Pozdrawia aktualnie unosząca się kilka centymetrów nad ziemię z radości -
Klaudia